Życząc sobie różnych wspaniałości, na myśl o których twarze same nam się uśmiechały, podzieliliśmy się opłatkami. Wysłuchaliśmy fragmentu ewangelii według św. Łukasza, mówiącym o narodzeniu Jezusa i rozpoczęliśmy wigilijną wieczerzę. Na stole przygotowane było dodatkowe nakrycie dla dusz naszych bliskich zmarłych i zbłąkanych wędrowców, a pod obrusem kępka siana jako pamiątka przyjścia na świat bożego dzieciątka w zgrzebnej stajence. Kiedy półmiski z wigilijnymi specjałami zaczęły świecić pustkami, ochoczo zabraliśmy się za śpiewanie kolęd. Dotychczas w mojej rodzinie nie praktykowaliśmy wspólnego kolędowania, co zubożało ten niezwykły wieczór o szczególny element tradycji, czyniło go mniej wyjątkowym. Niestety złym zwyczajem podczas spożywania kolacji, stawało się włączanie telewizora. To smutne, że w chwilach, które miały nas łączyć, uwaga niektórych zamiast na współbiesiadników, kierowana była ku ekranowi. Postanowiłam to zmienić posługując się sprytnym forte...
"To co się dzieje, naprawdę nie istnieje, więc nie warto mieć niczego, tylko karmić zmysły" Elektryczne Gitary - Kiler