Cudowny dzień. Włóczyliśmy się po okolicy, za lasem odkryliśmy kolejne szuwary, tym razem z kaczkami i łabędziami. Dzieło bobra. Ktoś strzelał do zwierzyny. Przez łąki i pola. Przez ścierniska. Z powrotem z konikami na Brzozowym Wzgórzu. Chrapy konia są niesamowicie aksamitne i dmuchają powietrzem delikatnie pachnącym sianem. Koń - robot. Kolejny spacer po Görlitz zwieńczyliśmy kawką i słodkim conieco w ulubionej restauracji "Piwnica staromiejska" z widokiem na Nysę Łużycką i panoramę miasta.
"To co się dzieje, naprawdę nie istnieje, więc nie warto mieć niczego, tylko karmić zmysły" Elektryczne Gitary - Kiler