Latem cieszyłam się ferią kolorów --->KLIK<--- a jesienią doświadczałam magii światła. Była to już piąta edycja Light Move Festival w Łodzi. W każdej uczestniczyłam i co roku słyszałam, tudzież sama wyrażałam opinię, że poprzednia była lepsza. Nie inaczej było i teraz ale przyznaję, że nie wszędzie dotarłam. Wędrówki wśród ludów ograniczyłam tylko do ulicy Piotrkowskiej, a tym razem impreza rozeszła się znacznie głębiej w miasto i nie na Pietrynie działo się najlepsze. Trochę to niesprawiedliwe, bo przeciskanie się wśród gęstego tłumu tak męczy jak muchę w smole i naprawdę albo tylko bardzo zdesperowani, lub bardzo silni mają ochotę na dalsze zwiedzanie. Szczęśliwi, którzy wiedzieli gdzie od razu udać się po najefektowniejsze efekty, ja ślepo brnęłam przed siebie licząc, że może teraz, może za rogiem, może tu coś mnie zaskoczy, ale nie. Nic z tego. Widziałam kilka artystycznych projekcji, opowiadających historie niezrozumiałe dla prostego pospólstwa jakie reprezentuję, w w...
"To co się dzieje, naprawdę nie istnieje, więc nie warto mieć niczego, tylko karmić zmysły" Elektryczne Gitary - Kiler