Przejdź do głównej zawartości

Posty

To już pora na Wigilię.

Cóż… Jeśli nie dziś, to kiedy?  Bądźmy dla siebie dobrzy, wzruszajmy się. Pięknej Wigilii i Świąt!  ---> klik stół wigilijny 2013 <--- ---> klik stół wigilijny 2012 <--- ---> klik kolęda <---- Obrus jest uszyty przez moją Mamę. Połączenie tradycyjnej bolesławieckiej ceramiki z nowoczesną zastawą. Obowiązkowe na stole wigilijnym: sianko pod obrusem,  dodatkowe nakrycie dla bliskich dusz i niespodziewanych gości.  "Bo samiućki nikt nie może zostać dziś" Pachnący miodem aniołek z wosku pszczelego.  Udało nam się przygotować 12 potraw! ania% Moja pierwsza Wigilia spędzona w Łodzi z mężem :-)

Bóg się rodzi.

Do szopek bożonarodzeniowych zawsze miałam słabość. Jako dziecko,  kiedy w domu nie mieliśmy żłóbka,  wpatrywałam się jak zaczarowana w te w kościelne. Potem sama lepiłam figurki z plasteliny, modeliny, wycinałam gotowe z papieru. Kiedy czasy się zmieniły na te, w których wszystko stało się bardziej dostępne, rodzice kupili malowane, gipsowe postaci a szopę z listewek i słomy zrobił Tata. Od tamtej pory bohaterowie stajenki wyciągani są co roku z pudła, coraz bardziej przybrudzeni i spoglądają na naszą rodzinę spod choinki. To widzą, że przybył ktoś nowo narodzony, to zauważają, że kogoś zabrakło na zawsze, ktoś z kimś się związał a inny z kimś rozstał. Rośniemy, mężniejemy, starzejemy się. Zawsze jesteśmy inni.  Kiedy zostało postanowione, że tym razem Wigilię będę spędzała poza Domem Rodzinnym, zaczęłam poszukiwania żłóbka, który zastąpiłby mi tamten rodowy. Szukałam i szukałam, byłam wybredna ale w końcu znalazłam. Kiedy kurier dostarczył szopkę do firmy, w ...

Choinka.

Choinka nasza taka...

Miasto nastrojone.

Miasto dla ludności... W ubiegłych latach były renifery z saniami i choinki ---> kliknij by zobaczyć , w tym sezonie dodano sznur światełek biegnący zygzakiem przez caaaaały deptak Piotrkowskiej.  Taka ciężarówka: Choinka taka: I taka:

Odwiedziny.

Przyznaję, umawiając się z Ewą na dzisiejsze spotkanie, miałam nadzieję, że przyniesie ze sobą prezent w postaci pierników. Przyniosła!  W odwiedziny przybyły też dzieciaczki Ewy, atmosfera była radosna.  Na koniec wędrowaliśmy wszyscy razem deptakiem Piotrkowskiej, gdzie spotkaliśmy renifery.

Pierogi.

Dziesiątki, setki, miliony ruskich pierogów dzisiaj zrobiłam! A jutro czeka mnie drugie tyle, bo z kapustą i grzybami. Jest super. Mogłabym tak siedzieć lepić i lepić, chyba mam coś ze świstaka, który zawijał sreberka. Zamrożone pierogi będą czekały do Wigilii. 

Wyzysk świętego.

Lawirując między regałami uginającymi się od towarów przeróżnych, przy kapuście kiszonej, której zaczerpnęłam nieco do przygotowania pierogów, natknęłam się na świętego Mikołaja. Żal mi się go zrobiło, że stoi tak przy tych kiszonkach. Zrobili z niego krasnala w czerwonym wdzianku, obarczyli wielkim brzuchem (co wcale nie kojarzy się ze świętością), wsadzają go byle gdzie, każą śmiać się do ogórków, zachwalać jakieś ludzkie interesy nastawione na zysk własny (żadne tam rozdawanie po Mikołajowemu). Ok, jest wymyślony, autor jego nieznany, ale niegdyś gorliwie był czczony w kościołach, świątynie nazywane są jego imieniem, jest symbolem bezinteresownego dobra. Przydałby się Komitet Ochrony Godności Świętego Mikołaja , bo strach się bać co jeszcze ludzie mu zrobią.