Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wanili(n)owe dylematy.

Prawda o tym, że cukier waniliowy nie jest tym, za którego całe życie go uważałam dotarła do mnie stosunkowo niedawno. Na jakimś blogu o tarła mi się o oczy informacja, że źle czytam napisy na opakowaniach tej słodyczy. Otóż ignoruję drugie "n", które przycupnęło sobie cichuteńko w środeczku wanilii z nadzieją, że nikt go tam nie zauważy i nie wywoła do odpowiedzi na pytanie: "a co ty tutaj robisz?". Oczywiście zaraz poleciałam do szafki z przyprawami, by wygrzebać torebeczkę z podejrzaną nazwą produktu i nakryć drania na gorącym uczynku. Owszem siedziało tam sobie małe dodatkowe "n". Co robiło? Ano zmieniało postać rzeczy, a konkretnie cukru - z waniliowego na wanili( n )owy. Różnica jest taka, że waniliowy byłby za sprawą naturalnej wanilii a wanili n owy jest dzięki wanilinie i etylowanilinie, syntetycznie otrzymywanych substancjach zapachowych, nieporównywalnie tańszych w produkcji. Mało tego, blog ten przekonywał mnie, że dzięki nagrodzon...

MG

Kobieta pasji, pracy i ogromnego sukcesu. Wyrazista, spontaniczna, ekspresywna, roztaczająca pozytywną energię, przyciągająca uwagę nietuzinkowym charakterkiem. Wiedzie życie pełne podróży, ludzi, smaków, zmysłowe i barwne. Są tacy, którzy otwierają się na szeroki wachlarz treści, którymi się dzieli i uwielbiają ją. Inni skupiają się na jej okolicznościowo wypowiadanych epitetach i traktują jako powód do ogólnego nielubienia. Należę do pierwszych. Ostatnio byłam na majówce z Magdą Gessler. Nigdy wcześniej nie widziałam jej na żywo a tu okazała się nie mniej piękna niż na ekranie, ubrana w błękity z kultową burzą blond loków.  UWAGA mam coś dla bloku nieprzychylnych: podczas występu, raz padło z jej ust brzydkie słowo: DUPA! :-) Natomiast niestety nikt nie dostał od niej garnkiem przez łeb.  Mówiła: Nie bądźmy jak stado baranów, nie podążajmy ślepo za modami, myślmy samodzielnie, bądźmy świadomi tego co kupujemy i jemy, czytajmy etykiety, nie dajmy się zwieść kolorowym r...

O poglądowie.

Yhm, yhm, chcę publicznie podziękować koleżance, która poinformowała mnie ku mojemu zdziwieniu, że i owszem czyta "poglądowo", ale co więcej, da się je czytać z ciekawością! Od razu podrosło mi jak dotąd mizerne mniemanie o własnej twórczości. Jakie to jest potrzebne usłyszeć pozytywne słowo o swoim działaniu, by móc podsycić nim zapał. Ale dla równowagi dostałam też uprzejmą reprymendę.  Chodzi o to, że "poglądowo" nie kipi od nowych wpisów. Uwagę przyjęłam ze zrozumieniem.  O Czytelnikach marzy chyba każdy bloger (?), ja marzę, a  przecież  żaden Czytelnik nie będzie żarliwie wchodził na blog po to, by po raz kolejny pocałować klamkę, czyli dowiedzieć się, że nie przeczyta niczego nowego.  W tym miejscu chcę podziękować wszystkim cierpliwym, którzy pomimo mojej opieszałości zaglądają tutaj - DZIĘKUJĘ za wiarę we mnie i wytrzymałość.  Teraz pozostaje mi tylko złożyć obietnicę poprawy.  OBIETNICA: jeden nowy temat tygodniowo. Może wyjdzie wi...

Wielkanoc przy stole.

Pogoda nie uważała za konieczne być słoneczną, co wykorzystałam do spędzania większości świątecznego czasu przy talerzu.  Tym razem na naszym wielkanocnym stole królował fiolet i zieleń. Już wcześniej TUTAJ opowiadałam o inwestycji jaką niegdyś poczyniłam w temacie oprawy biesiad. Teraz, do ozdobienia świątecznych posiłków wystarczy niewiele - wstążka, bukiet kwiatów, serwetki. Za każdym razem inne, w innym kolorze i nie jest nudno. Wszystkiemu przyglądał się gołąbek za oknem. A tak wyglądały poprzednie stoły wielkanocne: stół 2014 KLIK stół 2013 KLIK

To już pora na Wigilię.

Cóż… Jeśli nie dziś, to kiedy?  Bądźmy dla siebie dobrzy, wzruszajmy się. Pięknej Wigilii i Świąt!  ---> klik stół wigilijny 2013 <--- ---> klik stół wigilijny 2012 <--- ---> klik kolęda <---- Obrus jest uszyty przez moją Mamę. Połączenie tradycyjnej bolesławieckiej ceramiki z nowoczesną zastawą. Obowiązkowe na stole wigilijnym: sianko pod obrusem,  dodatkowe nakrycie dla bliskich dusz i niespodziewanych gości.  "Bo samiućki nikt nie może zostać dziś" Pachnący miodem aniołek z wosku pszczelego.  Udało nam się przygotować 12 potraw! ania% Moja pierwsza Wigilia spędzona w Łodzi z mężem :-)

Bóg się rodzi.

Do szopek bożonarodzeniowych zawsze miałam słabość. Jako dziecko,  kiedy w domu nie mieliśmy żłóbka,  wpatrywałam się jak zaczarowana w te w kościelne. Potem sama lepiłam figurki z plasteliny, modeliny, wycinałam gotowe z papieru. Kiedy czasy się zmieniły na te, w których wszystko stało się bardziej dostępne, rodzice kupili malowane, gipsowe postaci a szopę z listewek i słomy zrobił Tata. Od tamtej pory bohaterowie stajenki wyciągani są co roku z pudła, coraz bardziej przybrudzeni i spoglądają na naszą rodzinę spod choinki. To widzą, że przybył ktoś nowo narodzony, to zauważają, że kogoś zabrakło na zawsze, ktoś z kimś się związał a inny z kimś rozstał. Rośniemy, mężniejemy, starzejemy się. Zawsze jesteśmy inni.  Kiedy zostało postanowione, że tym razem Wigilię będę spędzała poza Domem Rodzinnym, zaczęłam poszukiwania żłóbka, który zastąpiłby mi tamten rodowy. Szukałam i szukałam, byłam wybredna ale w końcu znalazłam. Kiedy kurier dostarczył szopkę do firmy, w ...