Przejdź do głównej zawartości

Posty

122) Nic nam więcej nie potrzeba.

Poniemiecki dom z 1825 roku, przytulony, uchroniony od ruiny przez dwoje młodych ludzi Kaję i Jakuba. Nazwali go "Dom pod sową" i dzielą się nim ze wszystkimi, którzy szukają opamiętania, mądrości prostoty i natury. Miejsce, do którego chcieliśmy z Jackiem wrócić i oto jesteśmy, jak przed rokiem.  O świcie pożegnaliśmy Mamuśkę i Tatę, którzy wrócili do domu a resztę dnia spędziliśmy zwyczajnie ciesząc się, że tu jesteśmy i planując atrakcje na jutro.   ... Gospodarze "Sowy" są niezwykle subtelni, nienarzucający się gdy nie trzeba, ale też pomocni i zatroskani o dobro gości gdy jest potrzeba. Usiadłam przed domem, na trawie pod młodym dębem opierając się o jego pień i zaczęłam czytać książkę ( Dziecko Rosemary ). Po jakimś czasie usłyszałam niechcące przeszkadzać: - Przepraszam... przepraszam panią, może ja rozłożę dla pani leżak? Pani tak tu siedzi na ziemi... trzeba było powiedzieć... Zadarłam głowę do góry, zobaczyłam panią Kaję a w jej oczach ...

121) Spływamy.

Dzisiaj spłynęliśmy kajakami. 20 kilometrów Bobrem z Nielestna do Lwówka Śląskiego. Poza Jackiem nikt z nas nie robił tego wcześniej, więc mieliśmy kilka obaw:  1) Czy wytrzymamy całą trasę sześciogodzinną? 2) Czy będziemy się przewracać? 3) Czy będą porywały nas wiry? 4) Czy utoniemy? Pan kierownik wycieczki był zdania, że: 1) Spływy kajakowe są tak wciągającym zajęciem, że nie będziemy odczuwać upływu czasu ani zmęczenia. 2) Jeśli już musicie, przewracajcie się, ale to jest bardzo trudne do zrobienia. 3) Omijajcie wiry. 4) Średnia głębokość wody w rzece sięga do kolan. Zaczynamy w samo południe pierwszymi, niepewnymi machnięciami wioseł. Jest pięknie i mam problem z wyborem, czy rozglądać się dookoła, czy rozglądać się za wirami na rzece. Wiry wyglądały niepozornie, ale z wirami tak jest zawsze. Niby nic a jednak. W każdym razie skrzętnie je omijaliśmy. Kiedy na w wodzie można było przejrzeć się jak w lusterku, nie było...

120) Koniec wakacji w mieście.

 NIEDZIELA  11.08.2013  Z dumą stwierdzam, że Moje Dziecko Chrzestne świetnie odnajduje się w użyciu luksu wizualnego (patrz post " 63) Luksus wizualny. "). Dla przykładu dało się przekonać, że  kupowanie Furbiego za czterysta złotych, jest tylko naiwnym nabijaniem kieszeni producenta tej zabawki. Dlatego zupełnie zrelaksowana mogłam wziąć K. na zwiedzanie sklepu zabawkowego. Oglądała i macała wszystko co chciała do woli, Furbiego też, bo był  tam wystawiony. Po 5 minutach głaskania zabawa z nim zwyczajnie nudzi się. Za resztę pieniędzy komunijnych nabyła planowane od dawna klocki Lego. Tym sposobem, tego dnia miałam dziewczynkę już z głowy, bawiła się klockami. Ażeby ksiądz się nie burzył, na mszę do kościoła też dziecko zaprowadziłam.  PONIEDZIAŁEK  12.08.2013  Atrakcją na jaką K. co roku liczy będąc u mnie na wakacjach, jest zabawa na basenie. I tym razem nie przeliczyła się, pojechałam z nią do parku wodn...

119) Bawimy się.

Powyżej fragment ogromnej fotografii przedstawiającej z lotu ptaka współczesne centrum Mojego Miasta, z którego zniknęły wszystkie obiekty powstałe do 1945 roku. Taka byłaby pustka. To jedna z ekspozycji wystawy "Maszyny drżące" w Atlasie Sztuki, którą pokazałam K. Druga ekspozycja składała się z rzeczonych maszyn, przykrytych płótnami. Ale to tylko iluzja, pod płótnami nie było nic - pusto, brak (wrażenie, że pod materią znajdują się urządzenia było bardzo realne). To opowieść o tym, jak pewne rzeczy mimo, że wpisane w historię i kiedyś bardzo ważne dla miasta, teraz przestają istnieć. Tak więc dzisiaj pokazałam Dziewczynce trochę sztuki. Otrzaskałam ją z grami i hazardem.  Nie wygrała nic, ale emocji było co niemiara. Obejrzałyśmy w kinie "Smerfy" w 3d. Biedne, skomercjalizowane niebieskie krasnoludki. Moim zdaniem pewnych bajek nie powinno się unowocześniać. Albo przynajmniej unowocześniać po wymarciu pokolenia, które te bajki pamię...

118) Mam Dziecko.

Tra la, la, urlop już mam.  Czas spędzony z Dzieckiem jest dla mnie wyjątkowy przez to, że przytrafia mi się tylko raz w roku, gdy K. ma ze mną wakacje i przez to, że z beztroskiej, wchodzę w rolę odpowiedzialnej za małego człowieka. Przypominam o myciu zębów, dostarczam jedzenie, rozrywkę, przy przechodzeniu przez jezdnię trzymam za rękę , słucham o potrzebach, opowiadam o świecie, odpowiadam na pytania... To wszystko jest tak bardzo zajmujące, cały czas mam kogoś przy sobie, na uwadze i przez to moje potrzeby schodzą na dalszy plan. Czy to dlatego, że niedoświadczona w dzieciach jestem, czy wszystkie matki tak mają?  Jak K. będzie wspominała wakacje u ciotki? Dobrze jest być dobrym wspomnieniem czyjegoś dzieciństwa.  A więc dzisiaj, kiedy już pomachałyśmy babci i Małej N. na pożegnanie, zabrałam moje Dziecko na zakupy do marketu i odbierając apetyt, opowiadałam o bezwartościowej chemii i koszenili w słodyczach. Chyba kiedyś będzie miała mi za złe obrzydzanie smak...

117) Najazd Hunów.

Jeszcze momencik, jeszcze chwileczkę i będę szczęśliwą urlopowiczką (jutro po pracy). Tradycyjnie część wakacji spędzę ze swoim Dzieckiem Chrzestnym. Za sprawą mojej mamuśki, zostało mi ono dzisiaj dostarczone wraz ze swoją siostrzyczką - Małą N. Tak oto Miasto zostało najechane przez dwa dzieciaki o anielskich twarzyczkach, niebieskich oczkach a z turbo energią, o maksymalnej głośności bez możliwości regulacji, z ograniczoną chęcią słuchania i roszczeniową postawą wobec dorosłych - nazwane przez Jacka Hunami . Wyszłyśmy na powietrze. Poniżej fotorelacja z pola bitwy. Na deptaku cieszyły się z kurtyny wodnej a potem obległy jedną z fontann, robiły pozy i kazały się fotografować. Nie najadły się pizzą, więc za pomocą rowerowej rikszy,  (którą uwielbiają jeździć), dotarłyśmy do pewnej restauracji...   ... której wystrój jest... namalowany.  Wchodzi się do niej jak do bajki. Zamówione kluski zostały wchłonięte  i dały energię do da...